Coaching i szkolenia po godzinach.
Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Katarzyna Bogusz

Katarzyna Bogusz

Psycholog, coach, trener rozwoju osobistego. Zarządza rozwojem.

Więcej ... Artykuły

Dorota Wiśniewska

Dorota Wiśniewska

Certyfikowany przez ICC coach, trener biznesu, trener rozwoju osobistego.

Więcej ... Artykuły

Krzysztof Wiśniewski

Krzysztof Wiśniewski

Programista, trener IT oraz biznesu, popularyzator spełnionego życia.

Więcej ... Artykuły

Cytat dnia

Cytat dnia 08-11:  „Badania pokazują, że nawet wówczas, gdy próbujemy przyjąć cudzy punkt widzenia, nadal zachowujemy własny układ odniesienia. Adam Grant
  • abcdw.pl

Planownie? Papier wszystko przyjmuje!

Cele strategiczneRobiąc dziś poranną kawę zauważyłem na stole kuchennym zapakowany w folię ostatni numer Reseller News, darmowej gazetki wydawanej przez IT Press i rozsyłanej do ludzi z branży IT, do których jak widać, redakcja nadal mnie zalicza. Choć nie ma praktycznie dnia, bym nie miał poczucia oderwania od szybkości procesorów, wielkości pamięci czy zdolności chmury do zarządzania obiegiem dokumentów w firmie, to coś jeszcze wiem i gdy trzeba to o tym mówię. 

Jak się domyślam listonosz przyniósł nowy numer w czasie, gdy Dorota szkoliła w Brzegu, a ja rozmawiałem z ludźmi, czytałem i nieco pisałem czekając na nią w hotelu Arte (naszym bestsellerem jest tekst poświęcony nocnej namiętności jakiejś pary gości hotelowych). A gazetka? Gazetka „wporzo” i niech listonosz przynosi dalej, bo choć numer, podobnie jak wszystkie pozostałe, kipiał od artykułów sponsorowanych, to jeden nastroił mnie dość radośnie. Napisał go dr Mirosław Tarasiewicz, o którym napisano: „praktyk zarządzania trener”. Tytuł brzmi: „Po co w ogóle planować” i przyznaję, była to woda na moje jakże często wyrażane wątpliwości, szczególnie wtedy gdy życie kopie mnie po tyłku. Mało tego, pamiętacie słowa Czesława Mozila z pierwszej płyty? Z pamięci piszę, więc mogę przekręcić: „wolę życie bez planów”. I żeby to tylko było w refrenie! Skąd, co zwrotka, to nowy argument przeciw planowaniu.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Wpis z szamponem do mycia tyłka w tle

Jak zostać pisarzem

Podejmując jakiś czas temu decyzję o tym, że zamierzam zaangażować czas i siły w utrzymaniu bloga przy życiu nie zdawałem sobie sprawy z faktu, jakie to trudne zadanie! Jestem oczywiście świadom, że zamiast wygłupiać się i pakować w treść zarówno modele biznesowe startupów jak i miękkie umiejętności komunikacyjne i to wszystko podsypane solą samorozwoju mogłem z rozmachem na jakieś 10 linii podzielonych na dwa akapity pisać o szamponie do d…. (ponoć reklama takiego zagościła w TV; sam tego nie widziałem, więc traktuję jako plotkę). Dzięki temu nie tylko nie ładowałbym pieniędzy w zakupy książek (kiedy do cholery przyjdzie ten czas, że wydawnictwa zarzucać nas będą próbkami do przełknięcia), ale również mógłbym występować na salonach z objawieniem na ustach typu: „ten w zielonej butelce jest zdecydowanie lepszy od tego w czerwonej, bo lepiej współgra z cieniem do krągłości mojego lewego pośladka”. A tak? Ciągle czytam, od czasu do czasu znajduję czas na pisanie i co najtrudniejsze, staram się dzień po dniu poprawiać warsztat. Tak na marginesie, to chwilami myślę, iż to właśnie w tej zabawie jest najtrudniejsze.

Ćwicząc wspomniany warsztat staram się szukać informacji o tym jak to robić najbardziej efektywnie tak, by z jednej strony dać się poznać, jako autor za którym piszczą niczym na koncertach The Beatles nastolatki, a z drugiej jako facet, który nieco zna się na swojej startupowej branży i czerpie radość z oddawania tej wiedzy tym wszystkim, którzy chcą ją zdobyć. Dziś, w ramach poprawy warsztatu zacytuję Wam fragment z jednej z moich ulubionych książek, do których co jakiś czas wracam, za każdym razem dostrzegając coś nowego. Ta książka to „Jak zostać pisarzem. Pierwszy polski podręcznik dla autorów” pod redakcją Andrzeja Zawady, wydany w 2011 roku przez Bukowy Las.

Chwytanie problemów i tematów na gorąco, doraźne wypowiadanie się, błyskotliwe i w pewnym sensie ryzykowane orzekanie o ludziach, wartościach i zjawiskach oraz wystawianie się na niesprawiedliwy osąd, to wszystko ma wpływ na charakter blogu, formy coraz chętniej używanej przez literatów naszych czasów. Tym samym początkujący pisarz uzyskuje jeszcze jedną możliwość publicznego zaistnienia. Z jednej strony może zadebiutować w sieci, zwracając uwagę internetowych czytelników na swe niekonwencjonalne i odważne poglądy, z drugiej zaś – regularnie prowadzone zapisy mogą mieć walor warsztatowy i samokształceniowy, sprzyjając uformowaniu się nawyków i umiejętności ściśle pisarskich.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Złota reguła. Nawet ona ma dwie wersje

Moralność mózgu
Chociaż powszechnie twierdzi się, że członkowie wszystkich społeczeństw są zwolennikami złotej reguły, przekonanie to również okazuje sie zwodnicze. Jak zauważa filozof Stephen Anderson, istnieją negatywne i pozytywne wersje złotej reguły. W negatywnej interpretacji jesteśmy proszeni, aby nie robić krzywdy; na przykład w Analektach Konfucjusz pisze: „Czego sam nie pragniesz nie czyń drugiemu”. Jest to wersja, która wymaga od nas znacznie mniej modyfikacji i interwencji, niż pozytywna wersja taka jak w dżinizmie: „Człowiek powinien starać się traktować wszystkie stworzenia tak, jak sam chciałby być traktowany”. Pozytywna wersja jest bardziej proaktywną regułą „dobroczyńcy”, co może być dość niepokojące. Nakazuje nam nie tylko nie szkodzić, ale faktycznie oddać nerkę i wziąć pod opiekę sieroty. Fragment „wszystkie stworzenia” sugeruje prawdopodobnie, że nie można zabijać szczurów w kuchni.Churchland Patricia S., Moralność mózgu, Copernicus Center Press, 2013

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Ile gotów jesteś zapłacić za przedsiębiorcę?

HandelGdybym chciał zostać obrzuconym spojrzeniem, po którym już tylko czekałaby mnie długoletnia terapia u psychoanalityka, to powinienem zapytać pierwszego z brzegu humanistę: „Ile zapłaciłaby  Pani lub Pan za człowieka”? Gdybym dla odmiany spytał: „Czy można określić cenę za człowieka?” nie tylko zyskałbym przyjaciela, to na dodatek takiego, który myślałby o mnie w samych superlatywach. To jak to jest z tą wartością drugiej osoby: jest ona wymierna, czy przeciwnie?  

Najciekawiej do wartości osoby podchodzą firmy ubezpieczeniowe mówiąc bez ogródek: „w pana wieku, przy tym trybie życia i miłości do golonki oraz pilota do telewizora, wyceniamy pana na 10% od wartości ubezpieczenia rocznie”. No i problem wyceny rozwiązany: chcesz wiedzieć ile jesteś wart? To proste: sam sobie odpowiedz, przy czym na ucho szepczemy, że średnio rzecz biorąc pożyjesz koleś jakieś 20 lat, bo przez pierwszą połowę tego okresu podejmujemy ryzyko straty, a potem żyjąc dalej zadbasz o to, by nasi udziałowcy byli szczęśliwymi ludźmi na wiecznych wczasach na Bali. 

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Masz dość? Jak wyjść z roli pracownika i zostać przedsiębiorcą

Robert T. Kioysaki - Zanim rzucisz pracęCzwarta lekcja przedsiębiorczości bogatego ojca

Wszystkie poniższe cytaty pochodzą z książki: Robert T. Kiyosaki, Zanim rzucisz pracę, Instytut praktycznej edukacji, Osielsko 2009

Robert Kiyosaki mówi, że przedsiębiorca musi umieć gromadzić środki na kolejne przedsięwzięcia biznesowe i nie może traktować swojego biznesu jako pracy. To prowadzi bowiem do przejadania pieniędzy. W rezultacie zaś – do klęski.

Autor przypomina każdemu początkującemu przedsiębiorcy, że pracując za pieniądze i oszczędzając każdy z nas powraca do roli pracownika od której ucieka.

Zwraca uwagę, że „Czasami osiągamy najwięcej, gdy nie mamy nic do stracenia. (…) Dla większości ludzi najtrudniejsze jest dojście do tego momentu. Wolą pozostać przy niewielkiej ilości czegokolwiek niż dotrzeć do tego momentu”.

Aby odnieść sukces trzeba ponieść mnóstwo porażek. Im szybciej i więcej poniesiemy niepowodzeń, tym prędzej osiągniemy cel. Dlatego, zdaniem autora, trzeba prowokować sytuacje, które wydają nam się trudne. Większość ludzi nienawidzi sprzedawać. Wydaje się to upokarzające. Trzeba kogoś prosić i zachęcać, żeby kupił. O wiele łatwiej jest mu dać to, czego sam szuka.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Dziurka w mózgu czyli żwirek dla kotów

zeszytChoć tytuł może wydawać się nieco dziwny, to jednak dobrze oddaje on historię, która przydarzyła się nam wczoraj i której skutki nadal są widoczne.

Zwykle staramy się mieć zapas żwirku dla kotów. Kuwety mamy dwie: jedna stoi na piętrze zaś druga na parterze, tak by nasze leniwe koty nie wpadły na pomysł realizacji swych potrzeb w miejscach pod ręką, a nie wskazanych przez nas. Oczywiście, że co jakiś czas wpadają na niebanalny pomysł zmieszczenia tyłka gdzieś za meblami w konsekwencji czego zmuszeni jesteśmy do ich odstawiania i sprzątania, ale taki to już los posiadacza kotów. Nauczyliśmy się z tym żyć i nie narzekamy na to, bo i tak za jakiś czas przytrafi się znowu.

Wczoraj rano okazało się, że skończył nam się zapas żwirku. Zwykle kupujemy go w Lidlu, bo nie śmierdzi chemią zbyt mocno, dobrze się zbryla i nie ma kłopotu z wyrzucaniem go z kuwet. Koty też go tolerują, cena jest nie tyle znośna, co po prostu niska na tle innych tego rodzaju produktów, więc z czystym sumieniem reklamuję go wszem i wobec, bo sami jesteśmy zadowoleni. Ale, mimo 10kg w opakowaniu, i tak potrafi nam się niespodziewanie skończyć, szczególnie teraz gdy maluchy przeszły na normalne kocie jedzenie i lądują w kuwecie dość często.  Wytrzymaliśmy do popołudnia, bo planowaliśmy być wtedy w Toruniu i tu zaczyna się sedno tej historii.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Garbusku! Kto zrobił siku w naszym łóżku? Kto?

Małe kotkiW zasadzie planowałem dać tytuł: „Marketing anty czy też pro? Sam już nie wiem”, ale w ostatniej chwili zmieniłem zdanie, by nie brzmiało to zbyt handlowo.

Wydaje mi się, iż wspomniałem w którymś z tekstów umieszczonych w blogu, że 24 czerwca, w dzień moich urodzin, staliśmy się szczęśliwymi rodzicami z doskoku dla piątki małych kociaków. Są dwa czarne z łatkami pod szyją, dwa łaciate białoszaroczarne i jeden klasyczny tygrysek w nieco srebrnym odcieniu. Cudne, po prostu cudne są!

Ponieważ przychówek ten powiększył nasze stadko do 8 sztuk, nie pozostaje nam nic innego jak szukać dobrych domów dla całej piątki maluchów. Bez marketingu ani rusz! Postaram się w najbliższych dniach umieszczać więcej ich zdjęć w serwisach sieciowych, by swoimi wielkimi oczyma przyciągały nowych opiekunów niczym magnes opiłki żelaza. W Shreku to się udało, to i nam się uda, bo czas płynie, a nasze życie zawodowe bardzo mocno nasila się jesienią. Trudno byłoby nam zapewnić odpowiedni poziom opieki dla wszystkich, nie mówiąc o tym, że sąsiedzi pewnie wystrzeliliby nas w kosmos razem z naszymi kotami. Również sprawa dostarczania co dzień tony piasku dla całej gromady do kuwet chyba przerasta moje możliwości machania łopatą i wynoszenia pozostałości.

Ano właśnie. O tych pozostałościach będą dwa zdania. Sprawa tego co zostawiają na ulicy psy nieustannie budzi ludzkie kontrowersje. Co i róż czytam o społecznych akcjach przegonienia na cztery wiatry posiadaczy szczekających czworonogów, którym nie chce się schylić i zebrać tego co ich pupile pozostawiły na trawniku. Sam nie raz udawałem, że nie widzę, iż to mój pies zostawił bo zapomniałem wziąć worka na spacer, więc wiem jak trudne to do rozwiązania. Nie o tym chcę mówić, a o kotkach, choć raczej to będzie antyreklama. Zresztą sami oceńcie.

Czytaj dalej   2 Komentarzy

Porządek w rytmie 5S z zaskakującym wnioskiem na koniec

Gumowe kaczuszki

Lean i takie tam sprawy

Raz na sto lat warto zrobić porządek nie tylko na biurku ale również w bezpośredniej okolicy. Nie sztuką jednak jest podejść i zrobić to po prostu. Porządek daje równowagę, a bez równowagi człowiek wali tyłkiem w podłogę i go potem boli, a raz wylatuje w kosmos i pozostaje po nim tylko wspomnienie. Warto więc podejść do tego zagadnienia w sposób nieco bardziej metodyczny. Jak postanowiłem tak zrobiłem, a przegląd tego jak mi idzie będę na bieżąco komentował.

Przyznam bez bicia, że bezpośrednią inspiracją był majl od Doroty z listą 5S  (dla ciekawych proponuję zerknąć także do Wikipedii w rozdziały poświęcone Toyota Way oraz Lean Management). Dziwne, tyle lat się z żoną znamy, tyle tygodni moje biurko wygląda tak samo, a ona właśnie wysłała to teraz. Co za przypadkowy zbieg okoliczności! Może coś mi chce powiedzieć? Zobaczymy czy zaskoczę ją i siebie.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Poznaj różnicę pomiędzy Twoją posadą a Twoją pracą

Robert T. Kioysaki - Zanim rzucisz pracęTrzecia lekcja przedsiębiorczości bogatego ojca

Wszystkie poniższe cytaty pochodzą z książki: Robert T. Kiyosaki, Zanim rzucisz pracę, Instytut praktycznej edukacji, Osielsko 2009

Rozdział 3

Dlaczego masz pracować za darmo?

Autor pisze: „Wielu pracowników nie rozumie pracy za darmo. Oczekują, że otrzymają zapłatę za wszystko, co robią. To dlatego ponoszą porażkę. Wciąż myślą, jak pracownicy. Potrzebują stałej wypłaty. (…) W wielu biednych częściach miast jest wiele pracy do zrobienia, ale nie ma posad. (…) Pracownicy nie mogą znaleźć posad, więc nie robią nic. Natomiast przedsiębiorca widzi wiele okazji. Wie, że pojawią się posady, gdy zostanie wykonana niezbędna praca”.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Wsparcie ze strony bliskich a firma rodzinna

Firma rodzinnaKiedy czytałam tekst Krzysztofa o wsparciu ze strony bliskich i przeanalizowałam wystąpienie Pana Bliklego, pomyślałam sobie, że na firmę rodzinną można spojrzeć szerzej i węziej zarazem. 

Szukałam definicji firmy rodzinnej. W internecie znalazłam informację, że o firmie rodzinnej można mówić, kiedy w rękach rodziny jest co najmniej 50% udziałów. Jest to taki podmiot, w którego działalność w jakimś stopniu zaangażowana jest rodzina. (Grant Thornton, „Biznes Rodzinny”, one press)

Stąd – firma rodzinna – to tak naprawdę każda rodzina. Rodzina ma przecież swoją misję. U jednych jest ona uświadomiona, u innych nie. Jednak często rozmawiając ze znajomymi słyszę, że chcą żeby ich dzieci były szczęśliwymi ludźmi, że chcą wieść dobre życie ze swoimi najbliższymi, że chcą czynić świat wokół siebie pięknym i dobrym.

Mają mnóstwo marzeń do zrealizowania. Wiele z nich jest wspólnych: podróże, zdrowie, przyjaźnie, miłość.
Mają także postawione różne cele. Od bardzo prostych po najbardziej skomplikowane. Jedni chcą, żeby ich córka została lekarzem, inni postawili sobie za cel zbudowanie domu, jeszcze inni zabezpieczenie finansowe najbliższych a jeszcze inni wycieczkę rowerową do Ciechocinka w najbliższy weekend. Każda rodzina ma swoje cele. Jej cele są najważniejsze dla niej samej. Dlatego koncentruje na nich swoje wysiłki. Widzę, jak nasi sąsiedzi tuż po przeprowadzce do nowego domu wspólnie pracują w ogródku. Sieją trawę, sadzą rośliny, podlewają, koszą. Każdy ma swoją rolę. Każdy wkłada wysiłek. Każdy docenia pracę drugiego. Widzę, ile zaangażowania ze strony całej rodziny kosztuje „wychowanie” lekarza w domu. Wspólna nauka, często od najmłodszych lat. Rodzice śmiejący się, że mogą występować w quizach telewizyjnych ze wszystkich dziedzin, dzięki temu, że ich pociechy edukują się na poszczególnych poziomach. Korepetycje. Pomoc. Pieniądze na studia, stancje, życie. Aż cel zostanie osiągnięty.

Czytaj dalej   Brak komentarzy