Coaching i szkolenia po godzinach.
Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Katarzyna Bogusz

Katarzyna Bogusz

Psycholog, coach, trener rozwoju osobistego. Zarządza rozwojem.

Więcej ... Artykuły

Dorota Wiśniewska

Dorota Wiśniewska

Certyfikowany przez ICC coach, trener biznesu, trener rozwoju osobistego.

Więcej ... Artykuły

Krzysztof Wiśniewski

Krzysztof Wiśniewski

Twórca i analityk modeli biznesowych. Doradca innowacyjnego biznesu.

Więcej ... Artykuły

Cytat dnia

Cytat dnia 04-23:  Nie istnieje żaden ruch mięśnia, który jednoznacznie zdemaskowałby fałsz. Dan Hill
  • abcdw.pl

Nie istnieje żaden ruch mięśnia, który jednoznacznie zdemaskowałby fałsz.

Emocjonomika

Uśmiech towarzyski może świadczyć o zadowoleniu, któremu jednak daleko do pełni szczęścia. Poczuciu satysfakcji konsumentów i pracowników nie musi towarzyszyć poczucie absolutnego spełnienia.

Wynika to z faktu, że zostali potraktowani zgodnie ze swoimi oczekiwaniami, co jest wystarczającym powodem do okazania zadowolenia (zwykle za pomocą uśmiechu towarzyskiego) bez popadania w zachwyt. Gdy jednak zdarza się coś szczególnie ekscytującego – np. premia w pracy – wówczas rozradowany pracownik może równie dobrze zademonstrować oznaki szczęścia. Z kolei zbytnia natarczywość sprzedawcy może wywołać u klienta rodzaj maskującego uśmiechu świadczącego o tym, że interakcja przybrała niewłaściwy kierunek i w rezultacie szansa na transakcję coraz bardziej maleje.

Tego typu sytuacje zawierają zwykle pewien element oszustwa. Często bywa tak, że podczas ponownej analizy całego zdarzenia sprzedawca lub menedżer żałuje, że nie wyczytał z twarzy odczuć swojego rozmówcy. Należy jednak pamiętać, że nie istnieje żaden ruch mięśnia, który jednoznacznie zdemaskowałby fałsz.

Źródło: Dan Hill, Emocjonomika, Dom wydawniczy Rebis, 2010, s. 86


Uśmiech to pewnie jedna z najbardziej przyjemnych rzeczy, która nas w życiu spotyka. Wiem, większość z nich to tylko odwzajemniony wyraz twarzy, który jest tylko po to by odpowiedzieć mi tym samym, co ja daję innym, ale są też takie, dla których warto się postarać zrobić coś, by go dostać.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Możesz mieć tylko minutę na wypowiedź, ale dobra historyjka może zadziałać nawet w tak krótkim czasie.

Zwycięskie opowieści

Większość osób opowiadających historie w otoczeniu biznesowym nie musi odwoływać się do tak dramatycznych motywów jak śmierć i przetrwanie. Mimo to nawet opowieści dotyczące spraw biznesowych oddziałują na słuchaczy najsilniej, kiedy jest w nich obecny konflikt między strachem a pożądaniem. Pożądanie jest jedną z najpotężniejszych sił działających na człowieka, a w kontekście biznesowym może się przejawiać jako pragnienie zdobycia pracy, zmotywowania podwładnych, zatrzymania klienta, zaimponowania szefowi, skutecznego wprowadzenia produktu na rynek albo wypromowania marki. Im bardziej czegoś pragniemy, tym bardziej się boimy, że nie uda nam się tego osiągnąć. Wynikające z tego napięcie emocjonalne sprzyja zaangażowaniu słuchaczy, ponieważ dzięki temu czują, dlaczego opowieść, którą słyszą, dotyczy ich bezpośrednio. (…)

(Steve Denning) Podczas dyskusji powiedział, że zwięzłość historii daje przywódcom przewagę nad słuchaczami w środowisku biznesowym. „Możesz mieć tylko minutę albo kilkanaście sekund na wypowiedź, ale dobra historyjka może zadziałać nawet w tak krótkim czasie” – stwierdził. Co więcej, Denning odkrył, że kiedy ludzie spodziewają się opowieści – a nie zwykłego „zrzutu danych” – zwykle chętniej słuchają mówcy. Odprężają się i szybko skupiają uwagę na słowach oraz postaci opowiadającego.

Źródło: Peter Guber, Zwycięskie opowieści, Wydawnictwo MT Biznes, 2011, s. 52


Psia mać! Jak z byle sprawy zrobić dobrą opowieść? Ba, zanim zacznę myśleć, co to takiego dobra opowieść to może najpierw powinienem znaleźć odpowiedź na pytanie czy możliwym jest, by do dowolnego tematu dorzucić coś od siebie takiego, co zainteresuje słuchaczy. Nie mam zielonego pojęcia, ale miało dziś miejsce małe wydarzenie, które pozwala mi na tę kwestię rzucić nieco światła.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Człowiek jest o wiele bardziej podatny na wpływ najbliższego otoczenia, niż mogłyby się wydawać

Punkt przełomowy

Psycholodzy społeczni – Bibb Latane z Uniwersytetu Columbia i John Darley z Uniwersytetu w Nowym Jorku – postanowili dokładniej przyjrzeć się zjawisku, które nazwali efektem widza. W serii eksperymentów badawczych zainscenizowali rozmaite sytuacje zagrożenia, wymagające interwencji postronnego obserwatora. Istota eksperymentów sprowadzała się do pytania: czy ktoś przyjdzie z pomocą ofierze? Ku zaskoczeniu badaczy okazało się, że czynnikiem decydującym o udzieleniu pomocy była liczba świadków zdarzenia.

W jednym eksperymencie student przebywający sam w pokoju miał udawać atak epilepsji. Gdy przebywająca w sąsiednim pomieszczeniu jedna osoba miała pewność, że tylko na słyszała niepokojące odgłosy zza ściany, spieszyła z pomocą 85 razy na 100. Ale gdy wiedziała, że odgłosy słyszały cztery inne osoby, udzielała pomocy tylko 31 razy na 100. W innym eksperymencie Latane i Darly badali reakcję uczestników na dym wydobywający się spod drzwi. I znowu – gdy świadkiem zdarzenia była jedna osoba, reagowała w 75 przypadkach na 100, natomiast kiedy dym zauważyła grupa – liczba reakcji spadała do 38 razy na 100. Wniosek: w przypadku grupy dochodzi do rozproszenia odpowiedzialności. Poszczególne osoby zakładają, że ktoś inny na pewno wezwał pomoc albo, że zdarzenie (…) jest naprawdę niegroźne. (…)

Istota teorii wpływu środowiska zawiera się w stwierdzeniu, że człowiek jest o wiele bardziej podatny na wpływ najbliższego otoczenia, niż mogłyby się wydawać.

Źródło: Malcolm Gladwell, Punkt przełomowy, Wydawnictwo Znak, 2009, s. 32


Wyciągnięcie ręki do kogoś w mniejszym czy większym kłopocie, to pewnie obszar, o którym każdy z nas miałby coś do powiedzenia. Raz byłoby to coś złego, innym razem dobrego, ale najczęściej pewnie będzie to: „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Sam kiedyś doświadczyłem podobnej sytuacji i z racji Świąt chętnie się tym podzielę. Z całą pewnością doświadczyłem wówczas tego, o czym pisze Gladwell w swojej ponadczasowej książce.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

… wszystkiego się spodziewaj …

7 nawyków skutecznego działania

Wspólna wizja i umowy o zakresie odpowiedzialności pozwalają nam widzieć ludzi pod kątem otwierających się możliwości, nie zaś problemów. Rozumiemy, że nie są oni przedmiotami. Nie są również tylko kimś, kogo możemy obarczać naszymi zadaniami. Są żywymi istotami, które także doświadczają momentu wyciszenia między bodźcem a reakcją, amją wyjątkowe uzdolnienia byśmy wspólnie z nimi wprowadzali w życie zasadę stawiania rzeczy najważniejszych na pierwszym miejscu w sposób daleko wykraczający poza to, co kiedykolwiek moglibyśmy zdziałać w pojedynkę.

Te zasady i metody zmieniają nasze oczekiwania, które wielu z nas żywiło w stosunku do czasu i jakości życia. Ma to zasadnicze znaczenie dla spokoju, ponieważ frustracja jest w istocie pochodną niespełnionych oczekiwań – spodziewamy się jakiegoś rozwiązania, które ma przynieść określone rezultaty, lecz tak się nie dzieje. W związku z tym czujemy złość. Istota problemu polega na tym, iż wiele naszych oczekiwań rodzi się na fundamencie wpojonych nam wzorców zachowań, etyki osobowości i cudzych opinii zamiast na zasadach „rzeczywistej północy”. Paradygmaty te są wadliwe, nie opierają się bowiem na podstawowych Prawach Życia.

Źródło: Stephen Covey, 7 nawyków skutecznego działania, Rebis Dom wydawniczy, 2006, s. 225


Z radością czytam wszystko, w tym przypadku klasyka klasyków czyli Stephena Coveya, gdzie na plan pierwszy wysuwana jest jedna z moich ulubionych życiowych zasad czyli: „Niczego nie oczekuj, wszystkiego się spodziewaj”. Tu mała dygresja: żona się śmieje, że dużo można o człowieku powiedzieć w oparciu o to, w jakiej kolejności mówi on tę zasadę i czy zaczyna od siebie jak ja czy od otoczenia :)

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Ekodyktatorom mówię: nie.

Marketing 3.0 Korporacje, które zdecydują się na zrównoważony wzrost, będą miały dostęp do obu końców rynku – do rynków dojrzałych i do rynków ubogich. Konsumenci na rynkach dojrzałych uwielbiają koncepcje zrównoważonego rozwoju – dociera ona do ich ducha człowieczeństwa. Badanie przeprowadzone przez amerykańską firmę sondażową Cone wykazało, że pomimo większej kontroli wydatków domowych 44% konsumentów nadal kupuje produkty „zielone”. Około 35% konsumentów stwierdziło nawet, że po kryzysie ich zainteresowanie takimi produktami wzrosło. Z badania Forrester Reserch wynika, że marki odpowiedzialne społecznie oddziałują na 80 procent konsumentów, z czego 18 procent jest chętnych płacić za nie więcej. Podobnie, marki przyjazne środowisku przyciągają 73 procent konsumentów, z czego 15 procent jest gotowych płacić za nie więcej. Z drugiej strony, społeczności ubogich konsumentów czekają na rozwiązanie ich problemów. Postępowanie odpowiedzialne społecznie zapewni lepsze rozwiązania, a firma dzięki temu zdobędzie szacunek. Z perspektywy marketingowej zrównoważony rozwój pozwala firmom na dotarcie do nowych segmentów rynkowych, szczególnie do rosnących segmentów konsumentów stawiających na współpracę, aktywność kulturową i kreatywność. Właściwe postępowanie budzi podziw wśród konsumentów i staje się zalążkiem społecznościowych dyskusji. Źródło: Philip Kotler, Marketing 3.0, MT Biznes, 2010, s. 131
Jeżeli jest jakieś zjawisko na rynku, które w jednakowym stopniu neguję i podziwiam w tym samym czasie to z pewnością należy do niego tzw. zrównoważony rozwój. To nieco schizofreniczne podejście z mojej strony łatwo wyjaśnić: podziwiam i dziękuję tym, dla których równowaga w środowisku to podstawa życia i przy okazji psioczę jak cholera, gdy muszę za to płacić.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Steve Jobs mistrz komunikacji

Steve jobs sztuka prezentacji„Jobs potrafi wziąć coś, co uchodzi za nudne – jak na przykład kawałek elektroniki – i opakować ten nudny przedmiot w dramatyczną i przekonującą historię; jest w tym prawdziwym mistrzem” – napisał Alan Deutschman w książce The Second Coming of Steve Jobs. Zaledwie kilku liderów, których miałem przyjemność poznać, odznacza się taką umiejętnością budowania fascynujących historii tworzących wizerunek marki wokół przedmiotów uznawanych za nudne. Jednym z takich liderów jest John Cambers, dyrektor generalny firmy Cisco. Tym, co Chambers sprzedaje, nie są routery i switche stanowiące fizyczną podstawę internetu. Chambers sprzedaje ideę międzyludzkich połączeń, rewolucjonizujących sposób, w jaki ludzie żyją, pracują, bawią się i uczą.

Umiejętność budowania głębszych znaczeń wokół produktów, które są albo kompletnie banalne, albo znane tylko wtajemniczonym, to cecha wspólna wszystkich mistrzów komunikacji, obdarzonych talentem do inspirowania innych. Dyrektor generalny Starbucksa Howard Schultz nie sprzedaje kawy: sprzedaje „trzecie miejsce”, istniejące poza domem i pracą. Suze Orman, ekspertka od finansów, nie sprzedaje inwestycji trustowych i funduszów powierniczych: sprzedaje marzenie o osiągnięciu finansowej niezależności.

Źródło: Carmine Gallo, Steve Jobs, sztuka prezentacji, Znak litera nova, 2011, s. 19


Gdybym miał wskazać coś, co jest niczym Yeti biegającym po Himalajach i dotyczy marketingu czy też sztuki prezentacji, to z pewnością wskazałbym na mistrzowskie opowieści. Nie dlatego, że jest tak wielkie, włochate i jedyne w swoim rodzaju, tylko dlatego, że wszyscy o nim mówią i nikt dotąd nie widział. Czy to oznacza, że wątpię w istnienie takowych opowieści?

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Dlaczego czytamy książki. A może: fajne uzależnienie.

Jak zostać pisarzemJedna z prawdopodobnych odpowiedzi na pytanie, dlaczego czytamy książki, brzmi: bo chcemy na ich kartach spotykać ciekawych ludzi. Czasami wolimy poznać bohaterów podobnych do nas, innym razem zupełnie od nas odmiennych, którzy np. realizują nasze niespełnione pragnienia i marzenia. Bez względu na to, z jakimi ludźmi chcemy obcować w trakcie lektury książki, pewne jest, że postaci literackie są najważniejszym elementem wszelkich powieści fabularnych, bo to ich pragnienia, cierpienia, radości i rozterki kształtują opowieść. Ich starania i wysiłki związane z realizowaniem pewnego celu stanowią zwykle główną oś fabularną, dlatego amerykański pisarz Francis Scott Fitzgerald miał mawiać, że „postać jest fabułą, a fabuła postacią”. Stworzenie wiarygodnej i interesującej postaci to połowa sukcesu w kreowaniu wartościowej opowieści. Działania interesującego człowieka mogą stać się bowiem z pewnością podstawą interesującej historii.

Źródło: Andrzej Zawada (redakcja), Jak zostać pisarzem, Wydawnictwo Bukowy las sp. z o.o.,  2011 , s. 165


Jeżeli kiedyś „pójdę z torbami” to nie wykluczam, że przyczyną bankructwa będzie poziom wydatków na książki. Znowu wczoraj wpadłem na chwilę do księgarni, ot tak, żeby popatrzeć na półki i znowu wyszedłem z zakupem. Chcę jednak pokazać również twardą część mojego charakteru i dodam, że tym razem była to tylko jedna książka.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Wow (to po amerykańsku, więc trudno zrozumieć). Mam nową klawiaturę Apple!

Klawiatura Apple wireless

Tym razem zacznę dzień od chwalenia się. Właśnie stałem się szczęśliwym posiadaczem nowej klawiatury Apple. Dzięki temu mój iPad Air zaczął się wreszcie zachowywać zgodnie z tym, po co został kupiony czyli do tworzenia tekstów w różnych hotelach, pisania maili i oglądania stron w internecie.

Miałem z tym wszystkim ogromny problem. Jestem przyzwyczajony do tradycyjnej klawiatury, piszę dość szybko bezwzrokowo i z chwilą zakupu tabletu sądziłem, że moja wydajność pracy w terenie wzrośnie znacząco (będzie łatwo, lekko i przyjemnie). Myliłem się, bo nie wzrosła. Okazało się, że nie tylko nie poprawiła się, ale znacząco spadła, bo nie tylko woziłem z sobą jak dotąd notebook, to jeszcze tablet i ładowarkę do niego. A miało być tak pięnie! No i parę dni temu poszedłem po rozum do głowy i podjąłem decyzję o zakupie zewnętrznej klawiatury, a wczoraj będąc w Warszawie cel zrealizowałem! Tak, ten wpis powstaje na nowej klawiaturze w hotelu w Kętrzynie i po prostu jestem w twórczym raju. Tego mi brakowało. No, Vaio, chyba się pożegnamy, to teraz jestem w stanie pędzić jak rumak przez prerię po kolejnych linijkach tekstu. To był świetny zakup. Zaraz zrobię zdjęcie i dorzucę je do tego wpisu. A co, skoro taka kipi we mnie ekspresja twórcza! Trochę wyszło ciemne, ale Dorota jeszcze śpi i nie chcę jej budzić zapaloną lampką na biurku.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Poznawanie samego siebie

Model biznesowy ty„Większość osób poszukujących pracy swoich marzeń ponosi porażkę nie dlatego, że w niewystarczającym stopniu poznały rynek pracy, a dlatego, że w niewystarczającym stopniu znają siebie” – uważa Dick Bolles, autor książki Jakiego koloru jest twój spadochron?, poradnika dla poszukujących pracy, który już od czterdziestu lat jest na amerykańskim rynku bestsellerem. Pracę swoich marzeń łatwiej jest sobie stworzyć, niż ją znaleźć. Kto szuka pracy w sposób konwencjonalny, raczej nie może na to liczyć. Aby sobie taką pracę zapewnić, trzeba doskonale znać samego siebie.

(…) Uważna analiza naszego życia osobistego i zawodowego następuje często dopiero na skutek jakiejś sytuacji kryzysowej, takiej jak utrata pracy czy upadek nowego przedsięwzięcia biznesowego. Bez tego rodzaju sytuacji kryzysowej możemy wychodzić z założenia, że uważna i rozległa analiza własnego życia jest przejawem egocentryzmu. Zdaniem Bollesa rozmyślanie nad samym sobą nie jest jednak oznaką egocentryzmu, ponieważ chodzi w nim o to, czego świat najbardziej od Ciebie potrzebuje.

Co więcej, uważna analiza wywołana sytuacją kryzysową przynosi korzyści nie tylko Tobie, lecz również Twoim klientom, ponieważ dzięki niej łatwiej Ci będzie uniknąć rozczarowania i syndromu wypalenia zawodowego. Gdy czerpiesz satysfakcję z tego, co robisz, możesz skuteczniej pomagać innym.

Źródło: Timothy Clark, Alexander Osterwalder, Yves Pigneur, Model biznesowy Ty, Wydawnictwo Helion 2013 , s. 83


Poszerzając myśl Osterwaldera posunę się dalej w komentarzu. Bez ryzyka wystąpienia sytuacji kryzysowych nie warto byłoby podejmować jakiejkolwiek działalnosci. Brak szansy na kryzys czyli zapewnienie sobie bezstresowego życia biznesowego z pewnością prowadzić będzie w każdym przypadku do mniej lub bardziej powolnego upadku. Dlaczego może ktoś pytać? Przecież nie ma nic przyjemniejszego niż mieć w portfolio dobry produkt, chętnych do zakupu klientów i stabilny rynek pozbawiony perturbacji. Taka dojna krowa, która tylko mleko daje nie oczekując niczego w zamian, no może nieco trawy.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Jaka zbrodnia? Jaka kara? Pani Władzo? za co ten mandat?

Mózg incognitoSądownictwo postrzega ludzi jako istoty racjonalnie myślące. Świadomie coś rozważamy, po czym decydujemy się na określone działanie. Sami dokonujemy wyborów. Dlatego właśnie oskarżyciel musi nie tylko udowodnić, że popełniono czyn karalny, ale równie, że sprawca miał świadomość tego, co robi. Jeśli umysł miał pełną kontrolę nad ciałem, człowiek jest obarczany pełną odpowiedzialnością za swoje zachowanie.

Ten model racjonalnego myślenia wynika z naszej intuicji, lecz (…) rodzi pewne wątpliwości. Biologia i wymiar sprawiedliwości nie mogę się w tej kwestii zgodzić. Kształt naszej osobowości zależy przecież od wielu złożonych czynników biologicznych. Nie przychodzimy na świat jako czyste karty, nie korzystamy ze świata wedle naszego uznania, nie wszystkie wybory stoją przed nami otworem. W istocie nie wiadomo nawet, do jakiego stopnia nasze świadome „ja” – w odróżnieniu od „ja” genetycznego i nerwowego – w ogóle podejmuje decyzje. I tu dochodzimy do sedna problemu. Jak możemy karać ludzi za różne zachowania, skoro trudno nam stwierdzić, czy w ogóle mieli jakiś wybór.

Źródło: David Eagleman, Mózg incognito, Carta Blanca, Warszawa 2012 , s. 147


Zastanawiałem się kiedyś, gdyby przyszło mi żyć w innym kraju, w innej kulturze w innym środowisku, z inną historią, innymi wartościami którymi kieruje się społeczeństwo, to czy byłbym w stanie być dobrym obywatelem, który konsekwentnie stosuje się do praw tam obowiązujących. Początkowo sądziłem, że tak by nie było. Różnice w doświadczeniach społecznych natychmiast prowadziłyby do nie tyle konfrontacji z prawem, co nieustannych wątpliwości czy to zgodne z jego literą. I wtedy przyszło olśnienie: nie miałbym żadnych problemów do stosowania się do praw, których nie rozumiem, bo przecież tu, w Polsce też ich nie rozumiem i jakoś z dnia na dzień żyję.

Czytaj dalej   Brak komentarzy