Coaching i szkolenia po godzinach.
Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Katarzyna Bogusz

Katarzyna Bogusz

Psycholog, coach, trener rozwoju osobistego. Zarządza rozwojem.

Więcej ... Artykuły

Dorota Wiśniewska

Dorota Wiśniewska

Certyfikowany przez ICC coach, trener biznesu, trener rozwoju osobistego.

Więcej ... Artykuły

Krzysztof Wiśniewski

Krzysztof Wiśniewski

Twórca i analityk modeli biznesowych. Doradca innowacyjnego biznesu.

Więcej ... Artykuły

Cytat dnia

Cytat dnia 04-18:  Frustracja jest w istocie pochodną niespełnionych oczekiwań. Stephen R. Covey
  • abcdw.pl

… wszystkiego się spodziewaj …

7 nawyków skutecznego działania

Wspólna wizja i umowy o zakresie odpowiedzialności pozwalają nam widzieć ludzi pod kątem otwierających się możliwości, nie zaś problemów. Rozumiemy, że nie są oni przedmiotami. Nie są również tylko kimś, kogo możemy obarczać naszymi zadaniami. Są żywymi istotami, które także doświadczają momentu wyciszenia między bodźcem a reakcją, amją wyjątkowe uzdolnienia byśmy wspólnie z nimi wprowadzali w życie zasadę stawiania rzeczy najważniejszych na pierwszym miejscu w sposób daleko wykraczający poza to, co kiedykolwiek moglibyśmy zdziałać w pojedynkę.

Te zasady i metody zmieniają nasze oczekiwania, które wielu z nas żywiło w stosunku do czasu i jakości życia. Ma to zasadnicze znaczenie dla spokoju, ponieważ frustracja jest w istocie pochodną niespełnionych oczekiwań – spodziewamy się jakiegoś rozwiązania, które ma przynieść określone rezultaty, lecz tak się nie dzieje. W związku z tym czujemy złość. Istota problemu polega na tym, iż wiele naszych oczekiwań rodzi się na fundamencie wpojonych nam wzorców zachowań, etyki osobowości i cudzych opinii zamiast na zasadach „rzeczywistej północy”. Paradygmaty te są wadliwe, nie opierają się bowiem na podstawowych Prawach Życia.

Źródło: Stephen Covey, 7 nawyków skutecznego działania, Rebis Dom wydawniczy, 2006, s. 225


Z radością czytam wszystko, w tym przypadku klasyka klasyków czyli Stephena Coveya, gdzie na plan pierwszy wysuwana jest jedna z moich ulubionych życiowych zasad czyli: „Niczego nie oczekuj, wszystkiego się spodziewaj”. Tu mała dygresja: żona się śmieje, że dużo można o człowieku powiedzieć w oparciu o to, w jakiej kolejności mówi on tę zasadę i czy zaczyna od siebie jak ja czy od otoczenia :)

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Ekodyktatorom mówię: nie.

Marketing 3.0 Korporacje, które zdecydują się na zrównoważony wzrost, będą miały dostęp do obu końców rynku – do rynków dojrzałych i do rynków ubogich. Konsumenci na rynkach dojrzałych uwielbiają koncepcje zrównoważonego rozwoju – dociera ona do ich ducha człowieczeństwa. Badanie przeprowadzone przez amerykańską firmę sondażową Cone wykazało, że pomimo większej kontroli wydatków domowych 44% konsumentów nadal kupuje produkty „zielone”. Około 35% konsumentów stwierdziło nawet, że po kryzysie ich zainteresowanie takimi produktami wzrosło. Z badania Forrester Reserch wynika, że marki odpowiedzialne społecznie oddziałują na 80 procent konsumentów, z czego 18 procent jest chętnych płacić za nie więcej. Podobnie, marki przyjazne środowisku przyciągają 73 procent konsumentów, z czego 15 procent jest gotowych płacić za nie więcej. Z drugiej strony, społeczności ubogich konsumentów czekają na rozwiązanie ich problemów. Postępowanie odpowiedzialne społecznie zapewni lepsze rozwiązania, a firma dzięki temu zdobędzie szacunek. Z perspektywy marketingowej zrównoważony rozwój pozwala firmom na dotarcie do nowych segmentów rynkowych, szczególnie do rosnących segmentów konsumentów stawiających na współpracę, aktywność kulturową i kreatywność. Właściwe postępowanie budzi podziw wśród konsumentów i staje się zalążkiem społecznościowych dyskusji. Źródło: Philip Kotler, Marketing 3.0, MT Biznes, 2010, s. 131
Jeżeli jest jakieś zjawisko na rynku, które w jednakowym stopniu neguję i podziwiam w tym samym czasie to z pewnością należy do niego tzw. zrównoważony rozwój. To nieco schizofreniczne podejście z mojej strony łatwo wyjaśnić: podziwiam i dziękuję tym, dla których równowaga w środowisku to podstawa życia i przy okazji psioczę jak cholera, gdy muszę za to płacić.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Steve Jobs mistrz komunikacji

Steve jobs sztuka prezentacji„Jobs potrafi wziąć coś, co uchodzi za nudne – jak na przykład kawałek elektroniki – i opakować ten nudny przedmiot w dramatyczną i przekonującą historię; jest w tym prawdziwym mistrzem” – napisał Alan Deutschman w książce The Second Coming of Steve Jobs. Zaledwie kilku liderów, których miałem przyjemność poznać, odznacza się taką umiejętnością budowania fascynujących historii tworzących wizerunek marki wokół przedmiotów uznawanych za nudne. Jednym z takich liderów jest John Cambers, dyrektor generalny firmy Cisco. Tym, co Chambers sprzedaje, nie są routery i switche stanowiące fizyczną podstawę internetu. Chambers sprzedaje ideę międzyludzkich połączeń, rewolucjonizujących sposób, w jaki ludzie żyją, pracują, bawią się i uczą.

Umiejętność budowania głębszych znaczeń wokół produktów, które są albo kompletnie banalne, albo znane tylko wtajemniczonym, to cecha wspólna wszystkich mistrzów komunikacji, obdarzonych talentem do inspirowania innych. Dyrektor generalny Starbucksa Howard Schultz nie sprzedaje kawy: sprzedaje „trzecie miejsce”, istniejące poza domem i pracą. Suze Orman, ekspertka od finansów, nie sprzedaje inwestycji trustowych i funduszów powierniczych: sprzedaje marzenie o osiągnięciu finansowej niezależności.

Źródło: Carmine Gallo, Steve Jobs, sztuka prezentacji, Znak litera nova, 2011, s. 19


Gdybym miał wskazać coś, co jest niczym Yeti biegającym po Himalajach i dotyczy marketingu czy też sztuki prezentacji, to z pewnością wskazałbym na mistrzowskie opowieści. Nie dlatego, że jest tak wielkie, włochate i jedyne w swoim rodzaju, tylko dlatego, że wszyscy o nim mówią i nikt dotąd nie widział. Czy to oznacza, że wątpię w istnienie takowych opowieści?

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Dlaczego czytamy książki. A może: fajne uzależnienie.

Jak zostać pisarzemJedna z prawdopodobnych odpowiedzi na pytanie, dlaczego czytamy książki, brzmi: bo chcemy na ich kartach spotykać ciekawych ludzi. Czasami wolimy poznać bohaterów podobnych do nas, innym razem zupełnie od nas odmiennych, którzy np. realizują nasze niespełnione pragnienia i marzenia. Bez względu na to, z jakimi ludźmi chcemy obcować w trakcie lektury książki, pewne jest, że postaci literackie są najważniejszym elementem wszelkich powieści fabularnych, bo to ich pragnienia, cierpienia, radości i rozterki kształtują opowieść. Ich starania i wysiłki związane z realizowaniem pewnego celu stanowią zwykle główną oś fabularną, dlatego amerykański pisarz Francis Scott Fitzgerald miał mawiać, że „postać jest fabułą, a fabuła postacią”. Stworzenie wiarygodnej i interesującej postaci to połowa sukcesu w kreowaniu wartościowej opowieści. Działania interesującego człowieka mogą stać się bowiem z pewnością podstawą interesującej historii.

Źródło: Andrzej Zawada (redakcja), Jak zostać pisarzem, Wydawnictwo Bukowy las sp. z o.o.,  2011 , s. 165


Jeżeli kiedyś „pójdę z torbami” to nie wykluczam, że przyczyną bankructwa będzie poziom wydatków na książki. Znowu wczoraj wpadłem na chwilę do księgarni, ot tak, żeby popatrzeć na półki i znowu wyszedłem z zakupem. Chcę jednak pokazać również twardą część mojego charakteru i dodam, że tym razem była to tylko jedna książka.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Wow (to po amerykańsku, więc trudno zrozumieć). Mam nową klawiaturę Apple!

Klawiatura Apple wireless

Tym razem zacznę dzień od chwalenia się. Właśnie stałem się szczęśliwym posiadaczem nowej klawiatury Apple. Dzięki temu mój iPad Air zaczął się wreszcie zachowywać zgodnie z tym, po co został kupiony czyli do tworzenia tekstów w różnych hotelach, pisania maili i oglądania stron w internecie.

Miałem z tym wszystkim ogromny problem. Jestem przyzwyczajony do tradycyjnej klawiatury, piszę dość szybko bezwzrokowo i z chwilą zakupu tabletu sądziłem, że moja wydajność pracy w terenie wzrośnie znacząco (będzie łatwo, lekko i przyjemnie). Myliłem się, bo nie wzrosła. Okazało się, że nie tylko nie poprawiła się, ale znacząco spadła, bo nie tylko woziłem z sobą jak dotąd notebook, to jeszcze tablet i ładowarkę do niego. A miało być tak pięnie! No i parę dni temu poszedłem po rozum do głowy i podjąłem decyzję o zakupie zewnętrznej klawiatury, a wczoraj będąc w Warszawie cel zrealizowałem! Tak, ten wpis powstaje na nowej klawiaturze w hotelu w Kętrzynie i po prostu jestem w twórczym raju. Tego mi brakowało. No, Vaio, chyba się pożegnamy, to teraz jestem w stanie pędzić jak rumak przez prerię po kolejnych linijkach tekstu. To był świetny zakup. Zaraz zrobię zdjęcie i dorzucę je do tego wpisu. A co, skoro taka kipi we mnie ekspresja twórcza! Trochę wyszło ciemne, ale Dorota jeszcze śpi i nie chcę jej budzić zapaloną lampką na biurku.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Poznawanie samego siebie

Model biznesowy ty„Większość osób poszukujących pracy swoich marzeń ponosi porażkę nie dlatego, że w niewystarczającym stopniu poznały rynek pracy, a dlatego, że w niewystarczającym stopniu znają siebie” – uważa Dick Bolles, autor książki Jakiego koloru jest twój spadochron?, poradnika dla poszukujących pracy, który już od czterdziestu lat jest na amerykańskim rynku bestsellerem. Pracę swoich marzeń łatwiej jest sobie stworzyć, niż ją znaleźć. Kto szuka pracy w sposób konwencjonalny, raczej nie może na to liczyć. Aby sobie taką pracę zapewnić, trzeba doskonale znać samego siebie.

(…) Uważna analiza naszego życia osobistego i zawodowego następuje często dopiero na skutek jakiejś sytuacji kryzysowej, takiej jak utrata pracy czy upadek nowego przedsięwzięcia biznesowego. Bez tego rodzaju sytuacji kryzysowej możemy wychodzić z założenia, że uważna i rozległa analiza własnego życia jest przejawem egocentryzmu. Zdaniem Bollesa rozmyślanie nad samym sobą nie jest jednak oznaką egocentryzmu, ponieważ chodzi w nim o to, czego świat najbardziej od Ciebie potrzebuje.

Co więcej, uważna analiza wywołana sytuacją kryzysową przynosi korzyści nie tylko Tobie, lecz również Twoim klientom, ponieważ dzięki niej łatwiej Ci będzie uniknąć rozczarowania i syndromu wypalenia zawodowego. Gdy czerpiesz satysfakcję z tego, co robisz, możesz skuteczniej pomagać innym.

Źródło: Timothy Clark, Alexander Osterwalder, Yves Pigneur, Model biznesowy Ty, Wydawnictwo Helion 2013 , s. 83


Poszerzając myśl Osterwaldera posunę się dalej w komentarzu. Bez ryzyka wystąpienia sytuacji kryzysowych nie warto byłoby podejmować jakiejkolwiek działalnosci. Brak szansy na kryzys czyli zapewnienie sobie bezstresowego życia biznesowego z pewnością prowadzić będzie w każdym przypadku do mniej lub bardziej powolnego upadku. Dlaczego może ktoś pytać? Przecież nie ma nic przyjemniejszego niż mieć w portfolio dobry produkt, chętnych do zakupu klientów i stabilny rynek pozbawiony perturbacji. Taka dojna krowa, która tylko mleko daje nie oczekując niczego w zamian, no może nieco trawy.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Jaka zbrodnia? Jaka kara? Pani Władzo? za co ten mandat?

Mózg incognitoSądownictwo postrzega ludzi jako istoty racjonalnie myślące. Świadomie coś rozważamy, po czym decydujemy się na określone działanie. Sami dokonujemy wyborów. Dlatego właśnie oskarżyciel musi nie tylko udowodnić, że popełniono czyn karalny, ale równie, że sprawca miał świadomość tego, co robi. Jeśli umysł miał pełną kontrolę nad ciałem, człowiek jest obarczany pełną odpowiedzialnością za swoje zachowanie.

Ten model racjonalnego myślenia wynika z naszej intuicji, lecz (…) rodzi pewne wątpliwości. Biologia i wymiar sprawiedliwości nie mogę się w tej kwestii zgodzić. Kształt naszej osobowości zależy przecież od wielu złożonych czynników biologicznych. Nie przychodzimy na świat jako czyste karty, nie korzystamy ze świata wedle naszego uznania, nie wszystkie wybory stoją przed nami otworem. W istocie nie wiadomo nawet, do jakiego stopnia nasze świadome „ja” – w odróżnieniu od „ja” genetycznego i nerwowego – w ogóle podejmuje decyzje. I tu dochodzimy do sedna problemu. Jak możemy karać ludzi za różne zachowania, skoro trudno nam stwierdzić, czy w ogóle mieli jakiś wybór.

Źródło: David Eagleman, Mózg incognito, Carta Blanca, Warszawa 2012 , s. 147


Zastanawiałem się kiedyś, gdyby przyszło mi żyć w innym kraju, w innej kulturze w innym środowisku, z inną historią, innymi wartościami którymi kieruje się społeczeństwo, to czy byłbym w stanie być dobrym obywatelem, który konsekwentnie stosuje się do praw tam obowiązujących. Początkowo sądziłem, że tak by nie było. Różnice w doświadczeniach społecznych natychmiast prowadziłyby do nie tyle konfrontacji z prawem, co nieustannych wątpliwości czy to zgodne z jego literą. I wtedy przyszło olśnienie: nie miałbym żadnych problemów do stosowania się do praw, których nie rozumiem, bo przecież tu, w Polsce też ich nie rozumiem i jakoś z dnia na dzień żyję.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

No to się razem z szefem z jego dowcipu pośmialiśmy

Techniki jednominutowego menedżeraPowiem tak: większość menedżerów, zamiast pochwały, wygłasza na koniec reprymendy uwagę dodatkowo pogłębiającą negatywne wrażenie, np.: „Jeśli wydaje ci się, że dostaniesz awans, to masz rację – tylko ci się wydaje”. Załóżmy, że takiej rozmowie przysłuchuje się inny pracownik. Jak myślisz, o czym będą rozmawiać, kiedy odejdziesz: o tym, jak potraktowałeś tego człowieka, czy o jego błędach, które doprowadziły do całej sytuacji? – powiedział Jednominutowy Menedżer.

- O tym, jak potraktowałem tego człowieka.

- Właśnie – potwierdził gospodarz – i możesz być pewien, że ich opinia na twój temat nie będzie zbyt pozytywna. Nie ulega jednak wątpliwości, że wszystko zaczęło się od błędu pracownika. Kończąc reprymendę pochwałą, przekazujesz komunikat: „Ty jesteś w porządku, ale twoje postępowanie pozostawia nieco do życzenia!”. Wówczas skarcona osoba po twoim odejściu będzie się zastanawiać nad tym, co zrobiła źle. Jeśli mimo wszystko zacznie krytykować twoje postępowanie przed innymi pracownikami, ci odpowiedzą: „O co ci chodzi? Przecież powiedział, że jesteś jednym z najlepszych pracowników. Zależy mu tylko na tym, żebyś drugi raz nie popełnił tego samego błędu”.

Źródło: Ken Blanchard, Robert Lorber, Techniki Jednominutowego Menedżera w praktyce, MT Biznes 2008, s. 44


I jak tu nie lubić Ken’a Blancharda za poczucie humoru? Jego mistrz nad mistrze czyli Jednominutowy Menedżer to facet obok którego przejść obojętnie. Moim ulubioną książką jest opowieść gdy zaczyna podejrzewać, że chyba się przepracował i coś złego dzieje się z sercem.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Porządkowanie spraw w głowie

Getting Things DoneJeżeli zakończyłeś już mozolną pracę związaną z wyrzucaniem z Twojej głowy wszystkich pomysłów, które pojawiły się tam w jednej z faz „burzy mózgu”, zauważysz, że rzeczy zaczynają się układać w naturalny sposób. Jak to zwykł mawiać mój nauczyciel angielskiego ze szkoły średniej, kiedy wyrzucisz wszystkie myśli ze swojej głowy i umieścisz je przed swoimi oczami, automatycznie zaczniesz dostrzegać naturalne związki i struktury. To właśnie, w rozumieniu większości ludzi, jest „planowaniem projektu”.

Porządkowanie ma zwykle miejsce wtedy, kiedy zdefiniujesz komponenty i subkomponenty, sekwencje lub zdarzenia i (lub) priorytety. Co musi się wydarzyć, aby cel mógł zostać osiągnięty? W jakiej kolejności musi to nastąpić? Co jest najważniejszym elementem gwarantującym osiągnięcie sukcesu? (…)

Twórcze myślenie wcale się tu nie kończy; przybiera jedynie inną formę. Kiedy określisz już podstawową strukturę, Twój umysł rozpocznie starania nad „wypełnianiem luk”. Zidentyfikowanie – powiedzmy – trzech elementarnych czynników niezbędnych do udźwignięcia projektu może spowodować, ze w chwili, kiedy zobaczysz kolejne z nich ustawione w rzędzie, zaczniesz zastanawiać się nad czwartym i piątym.

Źródło: David Allen, Getting Things Done, Wydawnictwo Helion 2009, s. 100


Gdy czytam czy oglądam wypowiedzi ekspertów od porządkowania swego podejścia do rozwiązywania problemów, planowania dnia, planowania projektów itp. wraca mi do głowy myśl, że to wszystko już było, że dokonania Stephena Coveya w tym obszarze wystarczą na lata i już nic nie da się wymyśleć. Nie ukrywam, że podobny stosunek mam do pomysłów Davida Allen’a. Odnoszę wrażenie, iż cały jego dorobek w obszarze porządkowania kalendarza i lepszej organizacji czasu sprowadza się do dość upierdliwego, z mojej perspektywy, wrzucania wszystkich spraw do teczek o łącznej liczbie 31(na każdy dzień miesiąca) + 12 (miesiące). Być może jest ich nawet więcej i mogło to umknąć mi podczas lektury. Ja w każdym razie nie wyszedłem na swym biurku poza 1 zeszyt i lista zadań w Outlooku, bo dobrze działają powiadomienia (właśnie przed chwilą zapiszczało jedno z nich z informacją, że w tym tygodniu planowałem poprawić mocowanie karniszy w pokoju dziennym i sypialni, bo żona mnie o to poprosiła parę dni temu).

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Straty to strasznie nieprzyjemna rzecz

Analiza techniczna dla bystrzaków Doświadczeni traderzy codziennie rano zdają sobie pytanie: „Ile dziś stracę?”. Zawsze spodziewają się jakichś strat. Dla kontrastu warto wspomnieć o początkujących, dla których każda strata jest gorzką pigułką do przełknięcia. Mimo to, jeśli nie kontrolujesz swoich strat, pytanie nie brzmi „czy będziesz spłukany?”, lecz „kiedy to nastąpi?” (te pytania pojawiły się na pierwszej stronie jednej z książek sławnego gracza giełdowego W.D. Ganna). (…)

Każdy wielki gracz giełdowy przyznaje, że ponosił większe straty, niż pierwotnie zakładał. Wielu wypadało z interesu, a następnie powracało zasadniczy z tymi samymi wskaźnikami – zasady gry przy posługiwaniu się nimi były już jednak ulepszone. I rzeczywiście, wielu indywidualnych inwestorów twierdzi, że najlepszym czasem na powierzenie swoich pieniędzy maklerowi jest okres zaraz po poniesieniu przez niego ciężkiej straty. Wówczas, nauczony doświadczeniem, jest on już lepszym traderem. Zauważ, że inwestorzy ci nie przewidują, że makler ten będzie lepiej interpretował wskaźniki, ale że będzie lepszym graczem.

Źródło: Barbara Rockefeller, Analiza techniczna dla bystrzaków, Wydawnictwo Helion, 2012,  s. 104


Choć robię wiele, co w mej mocy, by nigdy nikt nie potraktował moich uwag jako rad dla siebie, to zdaję sobie sprawę z faktu, że niektóre z wypowiedzi mogą być tak postrzegane. Jedną z nich jest z pewnością uwaga: kontrola kosztów i strat to być albo nie być zarówno dla startupu jak i dla dużej firmy. Podsumowanie tego punktu widzenia zrobione przez W.D. Ganna dla inwestycji giełdowych leży w całkowitej zgodzie z moją tezą.

Czytaj dalej   Brak komentarzy